Mój mąż jest zameldowany u swoich rodziców. Faktycznie zamieszkaliśmy razem z dzieckiem w domu moich rodziców. Obecnie, po śmierci mamy mój ojciec domaga się abyśmy opuścili mieszkanie. Nie mamy innego lokum. Czy mogę żądać zameldowania męża? Pyta zrozpaczona czytelniczka.
Stosownie do treści art. 9 ust.2 a. ustawy o ewidencji ludności i dowodach osobistych t.j. Dz.U. 2006 nr 139 poz. 993, zameldowaniu na pobyt stały lub czasowy trwający ponad 3 miesiące następuje po przedstawieniu potwierdzenie pobytu, dokonanego przez właściciela lub inny podmiot dysponujący tytułem prawnym do lokalu oraz dokumentu potwierdzającego tytuł prawny do lokalu tego podmiotu. Dokumentem tym może być umowa cywilno-prawna, wypis z księgi wieczystej, decyzja administracyjna, orzeczenie sądu lub inny dokument poświadczający tytuł prawny do lokalu.
_@POCZ@_Z opisu wynika, że przez właściciela dysponującego prawem do lokalu należy rozumieć ojca czytelniczki i jeżeli nie podpisze on stosownego dokumentu zameldowanie nie będzie możliwe.
Nie znaczy to, że mąż czytelniczki może być przez jej ojca wyrzucony w każdej chwili z domu. Art. 9 ust._@KON@_ 2 b cyt. wyżej ustawy stanowi, że zameldowanie w lokalu służy wyłącznie celom ewidencyjnym i ma na celu potwierdzenie faktu pobytu w tym lokalu. Czytelniczka nie zamieszkuje w domu rodzinnym bez podstawy prawnej, albowiem nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że jest współwłaścicielką tej nieruchomości. Aby zameldować męża powinna ona skierować sprawę do sądu o stwierdzenie spadku po swojej mamie, a następnie wpisać swoje prawo do nieruchomości w księdze wieczystej i wówczas zameldować męża.
Razem z mężem otrzymaliśmy do użytkowanie mieszkanie komunalne stanowiące własność gminy. Mąż znęcał się nade mną fizycznie i psychicznie i zmusił mnie do opuszczenia lokalu, sprawę skierowałam na Policję. Mąż grozi mi wymeldowaniem, ponieważ mieszkam u mamy, a nie w naszym lokalu. Czytelniczka chciałaby wiedzieć czy ta groźba jest realna.
Jeżeli mąż czytelniczki domagać się będzie wymeldowania żony, to czynność ta nie powinna być dokonana, ponieważ jej zamieszkanie u matki ma charakter czasowy i spowodowane jest przemocą ze strony jej męża. Czytelniczka nie opuściła mieszkania dobrowolnie, ponadto podjęła środki prawne celem przywrócenia sobie możliwości powrotu. Gdyby pomimo to czytelniczka została wymeldowana to ma ona realną szansę na wygranie sprawy w sądzie ( vide wyroki III SA/Lu/529/2007 oraz III SA/Wr/528/2008).
Od dnia 19 kwietnia 2010 r. obowiązują nowe zasady dotyczące bezpłatnej pomocy prawnej w postępowaniu cywilnym. Nowela kodeksu postępowania cywilnego cywilnego ( ustawa z dnia 17.12.2009 r. Dz.U. 2010 r. nr 7 poz. 45 zawiera szereg zmian na korzyść stron procesowych. Zmiany w kodeksie postępowania cywilnego zostały wprowadzone dla realizacji wskazówek Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że sprawiedliwe i szybkie załatwienie sprawy przez niezawisły sąd wymaga zapewnienia- oprócz osób ubogich – także innym osobom – pomocy profesjonalnego pełnomocnika, nawet wówczas gdy nie zachodziły podstawy do zwolnienia tej osoby z kosztów sądowych ( wyrok TK z dn.16.06.2008 r. sygn. P 37/07 Dz.U. nr 110, poz. 706).
W związku z tym znowelizowany k.p.c. stanowi, że osoba fizyczna niezwolniona przez sąd od kosztów sądowych może się domagać ustanowienia adwokata lub radcy prawnego, jeżeli złoży oświadczenie, z którego wynika, że nie jest w stanie ponieść kosztów wynagrodzenia tego profesjonalisty bez uszczerbku utrzymania dla siebie i rodziny ( art. 117 par. 3 k.p.c.). Takie same uprawnienie przysługuje niezwolnionej przez sąd osobie prawnej lub innej jednostce organizacyjnej, której ustawa daje zdolność sądową, jeżeli wykaże, że nie ma dostatecznych środków na poniesienie kosztów wynagrodzenia pełnomocnika ( art. 117 par. 4 k.p.c.).
Przez „inne jednostki organizacyjne” należy rozumieć organizacje społeczne nie posiadające osobowości prawnej, ale zarejestrowane w trybie ustawy o stowarzyszeniach, a także inne organizacje np. organ studenckiego samorządu szkoły wyższej ( S.N. III CKN 473/97, albo pracowniczą kasę zapomogowo-pożyczkowa ( S.N. III CZP 79/06 ).
Nie tylko osoby żyjące na poziomie skrajnego ubóstwa, ale także osoby niemajętne, mają więc szansę na przyznanie im bezpłatnej pomocy prawnej świadczone przez profesjonalistę.
Dalszym udogodnieniem wynikającym z ustawy jest możliwość wyboru pełnomocnika ustanawianego z urzędu, przyznana zarówno osobom fizycznym jak osobom prawnym oraz innym jednostkom organizacyjnym ( art. 117, 3 par. 3 k.p.c.).
Do stałej praktyki niektórych adwokatów lub radców prawnych należało darmowe sporządzenie pozwów z wnioskiem o ustanowienie pełnomocnika z urzędu, nie było prawnej możliwości powierzenia sprawy twórcy roszczenia. Obecnie strona może we wniosku o ustanowienie pełnomocnika wskazać konkretnego adwokata lub radcę prawnego. Wyznaczenie pełnomocnika następuje za pośrednictwem organów obu korporacji zawodowych t.j. okręgowej izby radców prawnych względnie okręgowej izby adwokackiej.
Dodać należy, że nie tylko osoby fizyczne, ale także będące na skraju bankructwa firmy mogą ubiegać się o wyznaczenie pełnomocnika z urzędu. Nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby wskazać jako pełnomocnika byłego radcę prawnego, zwolnionego z przedsiębiorstwa z przyczyn ekonomicznych.
Mój ojciec kupił od sąsiada, w roku 1968 działkę gruntu o pow.0,60 ha na wieczyste użytkowanie. Ojciec zmarł w roku 1992. Po śmierci ojca ja przejąłem uprawę działki, którą nadal posiadam. W ubiegłym miesiącu przeczytałem w urzędzie gminy ogłoszenie, że przed sądem toczy się postępowanie z wniosku jednego z sąsiadów o zasiedzenie, w którym wymieniono także moją działkę. Nie posiadam umowy o wieczyste użytkowanie, którą mój śp ojciec podpisał, a urząd odmawia mi wydania odpisu tego dokumentu. Moim zdaniem sąsiad dąży do przywłaszczenia sobie mojej działki. Chcę się temu przeciwstawić, proszę o radę jak mam postępować. Nadmieniam, że działka nie jest wpisana do księgi wieczystej.
Aby odpowiedzieć na postawione pytanie spróbuję najpierw wyjaśnić wynikające z nin. sprawy problemy prawne. Chodzi tu o możliwość nabycia własności przez zasiedzenie i warunki, które muszą być spełnione aby ten skutek prawny nastąpił. Art. 172 kodeksu cywilnego stanowi, że posiadacz nieruchomości nie będący jej właścicielem nabywa własność, jeżeli posiada nieruchomość nieprzerwanie od lat dwudziestu jako posiadacz samoistny albo po upływie 30 lat gdy uzyskał posiadanie w złej wierze. Posiadanie w złej wierze odnosi się także do sytuacji, gdy nabywca nieruchomości nabył ją bez zachowania formy aktu notarialnego ( art. 158 k.c.). Posiadanie samoistne zachodzi wówczas, gdy posiadacz włada nieruchomością tak jak właściciel, czyli we własnym imieniu i z wyłączeniem innych osób ( art. 336 k.c.).
Z opisu wynika, że w 1968 roku ojciec czytelnika nabył posiadanie samoistne nieruchomości, umowa o „wieczyste użytkowanie” była w istocie umową sprzedaży, obie strony wiedziały, że ominęły formę aktu notarialnego i dlatego użyły nazwy umowy podkreślającej stabilną pozycję nabywcy. Wobec tego, że ojciec czytelnika zmarł w 1992 roku, a następnie posiadanie samoistne działki przejął jego syn- wniosek o zasiedzenie złożony przez osobę nie będącą samoistnym posiadaczem powinien być oddalony. Sąd miał wątpliwość co do podanych przez wnioskodawcę faktów i dlatego postanowił wezwać do przystąpienia do procesu osoby zainteresowane sprawą ( art. 609 par. 2 k.p.c.). Czytelnik powinien więc przystąpić do toczącego się postępowania, aby nie dopuścić do nabycia własności działki przez osobę do tego nie uprawnioną.
Ubocznie dodaję, że własność działki nabył w 1988 roku ojciec czytelnika, albowiem w okresie od 1.01.1965 r. do dnia 30 września 1990 roku obowiązywały krótsze terminy samoistnego posiadania : 10 lat i 20 lat. Wprowadzona w 1990 roku zmiana nastąpiła celem ograniczenia obrotu ziemią w sposób sprzeczny z prawem czyli bez formy aktu notarialnego.
W 1998 r. otrzymałem od operatora telefonii komórkowej wezwanie do zapłat 1.800 zł tytułem nie zapłaconych faktur. Należności tej nie uznałem, bo operator nie przysłał mi billingu przeprowadzonych rzekomo rozmów, Na moją reklamację nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, więc byłem przekonany, że na tym się sprawa zakończyła. Jednakże w grudniu 2009 roku otrzymałem od kaliskiego komornika wezwanie do zapłaty kwoty 1.800 zł, odsetek i kosztów, łącznie ca 5.000 zł Dowiedziałem się, że telefonia komórkowa sprzedała mój dług firmie windykacyjnej i ta firma uzyskała w 2002 roku nakaz zapłaty wydany przez sąd w Warszawie. Nadmieniam, że nigdy nie otrzymałem z sądu wezwania do zapłaty i nic mi nie było wiadomo o sprawie sądowej. Poradzono mi abym wystąpił do sądu z wnioskiem o przywrócenie terminu. W odpowiedzi Sąd Rejonowy Warszawie polecił mi załączyć sprzeciw od nakazu zapłaty oraz załączyć poświadczenie zameldowania z 2002 roku. Napisałem więc sprzeciw, w którym odparłem zarzuty co do zadłużenia oraz podniosłem zarzut przedawnienia, załączyłem również zaświadczenie USC, że w 2002 roku byłem zameldowany pod adresem wskazanym przez komornika.
Skoro do akcji wkroczył komornik, to uznać należy, że sąd uznał że nakaz zapłaty jest prawomocny. Skoro czytelnik twierdzi, że nakazu zapłaty w ogóle nie otrzymał – pierwszą jego czynnością powinno być sprawdzenie w Sądzie w Warszawie czy w aktach znajduje się potwierdzenie odbioru nakazu zapłaty i przez kogo zostało ono podpisane. Jeżeli tego potwierdzenia ( tzw. zwrotki ), w aktach sprawy brak, to uprawomocnienie się nakazu nastąpiło na podstawie tzw. fikcji doręczenia. Otóż gdy adresata nie ma w domu listonosz pozostawia w oddawczej skrzynce pocztowej tzw. awizo, w którym informuje, że przesyłkę należy odebrać w urzędzie pocztowym w ciągu 7 dni. Gdy adresat do urzędu pocztowego nie przyjdzie, listonosz ponownie udaje się do domu adresata i gdy nikogo nie zastanie pozostawia drugie awizo. Jeżeli adresat ponownie nie zgłosi się po odbiór listu w ciągu kolejnych 7 dni, urząd pocztowy zwraca przesyłkę sądowi i zachodzi domniemanie doręczenia. Obalenie domniemania może nastąpić przez wykazanie, że adresat awiza w ogóle nie otrzymał. Cieżar dowodu spoczywa a adresacie przesyłki ( art. 138 i art. 139 k.p.c. oraz par.9 rozp. Min.Spr. 17.06.1999 r. Dz.U. nr 62, poz.697.).
Skoro więc czytelnik twierdzi, że przesyłki nie otrzymał, to powinien on złożyć sprzeciw od nakazu zapłaty składając najpierw zarzuty formalne ( np. awizo listonosz pozostawił w skrzynce ogólnie dostępnej), a następnie – zarzuty merytoryczne ( brak zadłużenia, przedawnienie ). Wniosek o przywrócenie terminu możliwy jest dopiero wówczas gdy sąd sprzeciw odrzuci i postanowienie w tym przedmiocie stanie się prawomocne.
Skradziony samochód
W miesiącu styczniu b.r. skradziono mi samochód. Szkodę zgłosiłem do zakładu ubezpieczeń, w którym zawarłem umowę ubezpieczenia auto casco. Otrzymałem jednak informację, że wkrótce zostanie wydana decyzja odmowna, ponieważ dostarczyłem tylko jeden komplet kluczyków. Drugi komplet kluczyków skradziony mi został z kieszeni płaszcza, kiedy znajdowałem się w tłumie ludzi oczekujących na przyjazd pociągu.
Odpowiedź
Zdecydowana większość ubezpieczycieli uzależnia wypłatę odszkodowania za skradziony samochód od przedłożenia tylu kompletów kluczyków ile wydał producent. Wobec tego, że klient przedłożył tylko jeden komplet kluczyków zakład ubezpieczeń ma formalne podstawy do odmowy odszkodowania. Nie znaczy to, że ubezpieczyciel wygra sprawę w sądzie. Według ustalonej linii orzeczniczej odmowa wypłaty odszkodowania będzie dopiero wtedy skuteczna, jeżeli po stronie klienta zachodzi rażące niedbalstwo. A trudno się takowego dopatrzyć w opisanej sytuacji. Nie jest naruszeniem zasad przeciętnej ostrożności umieszczenie kluczyków w kieszeni noszonego na sobie płaszcza ( wyrok S.N. z dn.28.01.2009 r. V CSK 291/08-„Rz” z dn. 3.02.2009 r.). Nie jest również rażącym niedbalstwem pozostawienie kluczyków w torebce na siedzeniu samochodu w czasie gdy jego właścicielka przystąpiła do otwierania drzwi do garażu ( wyrok S.N. z dnia 25.09.2002 r. I CKN 969/00). Reasumując- w opisanej sytuacji właściciel samochodu ma szansę wygrać proces z zakładem ubezpieczeń.
Wypadek przy wychodzeniu z autobusu
Wychodząc z miejskiego autobusu poślizgnęłam się na stopniu i upadając złamałam rękę w stawie łokciowym. Rękę mam w gipsie, a leczenie potrwa co najmniej 3 miesiące, zgłosiłam wypadek do ubezpieczalni, gdzie posiadałam książeczkę na kontynuację grupowego ubezpieczenia pracowniczego. Powiedziano mi że odszkodowanie nie będzie wysokie ponieważ suma ubezpieczenia jest niska. Dlaczego ubezpieczalnia nie zapłaci odszkodowania za ból i cierpienia fizyczne?
Odpowiedź
Z opisu wynika, że czytelniczka posiadała umowę ubezpieczenia na życie, obejmującą ryzyko nieszczęśliwych wypadków. Zakład ubezpieczeń nie wypłaca z tego tytułu odszkodowania, ale świadczenie obliczone stosownie do procentu uszczerbku na zdrowiu i sumy ubezpieczenia. Świadczenie będzie obliczone wg zasad tabliczki mnożenia. Z tytułu tej umowy zakład ubezpieczeń nie wypłaci zadośćuczynienia za krzywdę moralną. Jednakże z opisu wypadku wynika, że uraz ciała nastąpił w związku z ruchem pojazdu. Za ruch uznaje się również postój autobusu na przystanku. Odpowiedzialność właściciela autobusu podlega ocenie na podstawie art. 436 par.1 kodeksu cywilnego. Skoro wypadek pozostaje w związku przyczynowym z ruchem pojazdu, a nie zachodzi zarówno wina poszkodowanego jaki i osoby trzeciej – odpowiedzialność właściciela autobusu jest oczywista. Odszkodowanie zapłaci zakład ubezpieczeń, w którym autobus był ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej.